Zaznacz stronę

Obudził mnie śpiew ptaków za oknem. Przyjemnie. Kot zszedł z pufy przeciągając się leniwie. Ależ zrobił to z gracją! Teraz przechadza się postukując głośno paznokciami o podłogę. Chciałabym dziś napisać o newsletterze. Przez pierwsze pół roku prowadzenia bloga nie wysyłałam newslettera, bo nie miałam pojęcia o czym miałby być. Kot położył się na podłodze i zaczął myć sobie pyszczek łapką.

Ten wstęp to potok myśli, które rankiem przyszły do mnie podczas pisania porannych stron. Poranne strony to trzy strony zapisane bez przerwy tuż po przebudzeniu – bez myślenia, edytowania i poprawiania. Czysty strumień myśli. Narzędzie, które Julia Cameron w książce “Droga Artysty” proponuje stosować codziennie. Służyć ma ono do odblokowania kreatywności i pokonania blokad, które płata nam nasza głowa. W ten sposób pozbywamy się z rana “mentalnych śmieci” i możemy ruszać na podbój dnia. Przy regularnym i uczciwym prowadzeniu porannych stron fontanna kreatywności powinna zacząć wypływać z naszego wnętrza, bo wszystkie rozpraszacze, przerywniki zostały już przelane na papier i nie kłębią nam się w głowie.

Wracając do newslettera. Podobno newsletter to przeżytek. Ludzie nie czytają newsletterów, traktują je jako spam. Taka opinia króluje wśród prowadzących własne biznesy. Nie czytamy, więc nie warto pisać. Jedna z moich klientek ma 14 tysięcy lajków na Fb i bardzo złe zdanie o newsletterach. Nie zbierała więc dotąd adresów swoich fanów, bo nie chciała im się narzucać. A jednak, ja w newsletterach widzę ogromny potencjał!

Liczy się pomysł. Skoro tak wiele osób nie zabiera się za pisanie newslettera, to dla nas dobra wiadomość! Dostajemy coraz mniej listów od znajomych. Tym łatwiej przebić się z naszym wystrzałowym listem wśród setki śmieciowych maili (mniej więcej tyle dostajemy dziennie na skrzynkę). Odbiorca chętnie otworzy list od nas, jeśli będzie on jedyny w swoim rodzaju, zaskakujący i niekonwencjonalny. Zrób więc burzę mózgu, podejdź do sprawy kreatywnie i stwórz coś niezwykłego.

Działaj z konsekwencją. Zastanów się, czy chcesz pisać listy pełne inspiracji, takie jak Poczta Pantoflowa, czy raczej w formie mini poradnika – jak te od Uli Phelep. Czy będziesz chciała dodać zapowiedź nowego artykułu? A może relację z jakiegoś wydarzenia lub wyjazdu – “wróciłam z… mam dla Ciebie coś…” Być może wystarczy co tydzień wysłać po jednej pięknej fotografii lub uskrzydlającym cytacie? Chodzi o to, żeby za każdym razem czytelnika zaskoczyć. Kiedy już wybierzesz idealną dla siebie formę – trzymaj się jej i bądź konsekwentna. Najlepiej z wielką z konsekwencją nieustannie czytelnika zaskakuj.

Wymyśl dobrą nazwę. Chwytliwa nazwa może zachęcić do zapisu. Dorota Grądzka, Natura Życia ostatnio mi powiedziała, że zapisała się na Listy pisane z hamaka, bo zachwyciła ją nazwa. Fajne przykłady nazw dla newslettera to: Listy w butelce – od Kobieca Siła (Gabi Kuca), Myślnik – newsletter inspirujący do myślenia inaczej od Kasi Żbikowskiej, Księżycowe Listy – Sutra Serca, (Anja Siri Karta). Ale nie tylko nazwa newslettera się liczy. Każdy kolejny list powinien mieć tytuł, który sprawi, że natychmiast chcemy “zajrzeć do pudełka” i zobaczyć co jest w środku.

 

Pokazuj swoje działania “od zaplecza”. To ostatnia złota rada, jaką Agata Dutkowska przekazała na zajęciach Szkoły Cyfrowych Nomadek dotyczących newslettera. Bardzo mi się to spodobało i dlatego tu przytaczam. To prawda, lubimy podglądać, zajrzeć tam, gdzie nie mamy dostępu na co dzień. Jeśli więc sprzedajesz małe dzieła sztuki z ceramiki – pokaż jak one powstają. Zrób kilka fotek od kuchni, jak wyciągasz je z pieca, malujesz i zapowiedz tym samym, że niedługo już będą dostępne w sprzedaży. Ludzie nie będą mogli się doczekać!

Zachowaj rytm. Pisz w stałych odstępach. Wybierz sobie jeden dzień i stałą porę wysyłki. Tak wiem, to trudne. Dla mnie wciąż stanowi to duże wyzwanie. Ale rytm jest ważny. Niepostrzeżenie może udać Ci się wyrobić w czytelniku (czytelniczce) mały rytuał przyjemności. Newsletter do porannej kawy? A może wieczorem, jako dawka inspiracji przed snem? Przeanalizuj, kiedy najczęściej czytelnicy otwierają listy od Ciebie.

Tego nie rób. Ludzie kochają dostawać listy, ale nie zawsze mają czas czytać te ciągnące się w nieskończoność. Nie rozpisuj się. Newsletter to nie artykuł. Nie koncentruj się też zbyt mocno na ofercie. Ona może być, ale gdzieś przy okazji, na marginesie (u mnie dosłownie jest na marginesie). Pierwszy cel newslettera to zbudować osobistą relację z odbiorcą. Jak to zrobić? Dając coś ekstra – podkreślając, że nasz czytelnik jest grupie VIP, która dostaje więcej niż osoby na listę niezapisane.

Kot wdrapał się ponownie na pufę. Nie jęczy wcale o jedzenie – to dziwne…

No właśnie, czasem w ramach porannych stron powstaje nieopatrznie artykuł na bloga.